Bez kategorii

Koniec sagi rodu Slaterów

Problem z długą serią

Wielotomowe serie mają to do siebie, że w pewnym momencie tracą na jakości. Jest to praktycznie nieuniknione. W przypadku serii „Bracia Slater” autorstwa L.A. Casey dość długo mogliśmy cieszyć się dobrą rozrywką przy lekturze pikantnych i wulgarnych romansów z tejże serii. Autorka przyzwyczaiła nas do ostro zarysowanych postaci, wartkiej akcji i wulgarnego języka. Jednak tom 5,5 serii „Bracia Slater” – „Alannahjest inny niż poprzednie. Do twórczości Casey jak wąż wślizgnęła się sielankowość, co może się nie podobać wiernym fanom cyklu.

To już było?

Jeśli „Damiena”, czyli piąty tom serii porównamy z „Alannah”, łatwo zauważyć, że pewne wątki się powtarzają. Pojawia się motyw koszmarów u Alannah, co jest nawiązaniem do wcześniejszych części. Widać także, że bracia próbują się ustatkować. Podobnie jak w poprzednim tomie, i tutaj widać większe skupienie się na postaci Damiena, który usiłuje stworzyć normalną rodzinę, jak jego bracia. Ród Slaterów się powiększa, co i raz dowiadujemy się, że któryś z braci ma dzieci lub jego ukochana jest w ciąży. Właściwie cała niewiele ponad stustronowa nowelka, bo nie można jej nazwać powieścią, nie wnosi zbyt wiele do cyklu, choć pasuje do pojawiającej się konwencji dojrzewania bohaterów. I to może boleć wiernych czytelników serii.

Królująca nuda

Jak już wspominałam, „Alannah” fabularnie niewiele wnosi do cyklu. Niestety także technicznie wydaje się być napisana na siłę. Poprzednie części cechował niewymuszony specyficzny humor, którego w tym tomie praktycznie się nie dostrzega. Wiele jest scen, które są w książce tylko po to, by służyły za wypełniacz tekstu, co przy stu stronach nowelki daje finalnie niewiele rzeczywistej akcji. Właściwie cała fabuła opiera się na tym, że Damien próbuje dotrzeć do zamkniętej w sobie Alannah. I tyle. Niepokojąco mało jak na tak dobrą autorkę i tak porywającą serię jak „Bracia Slater”. Brakuje też definitywnego zakończenia, po którym czytelnik odszedłby od książki usatysfakcjonowany. Jeżeli już, to odłoży książkę, wzruszy ramionami i dość szybko zapomni, że było coś takiego. Nie ma tutaj co liczyć na spektakularne zakończenie z efektem „wow”. W ogóle nie należy się nastawiać na zbyt wiele, sięgając po tę książkę.

Światełko w tunelu

Mimo niewątpliwych wad, nie można powiedzieć, że „Alannah” jest kompletnie beznadziejną książką. Styl autorki, który tak lubią jej czytelnicy pozostaje ten sam, co sprawia, że nowelkę czyta się lekko i przyjemnie. Warto też wspomnieć, że ta książka jest ewidentnie wstępem do dalszych losów już dojrzałych i odpowiedzialnych braci Slater. Można uważać to za zaprzepaszczenie dobrej serii, bądź też stwierdzić racjonalnie, że każdy, nawet największy „bad boy” musi w końcu dorosnąć. Książka na pewno nie spodoba się tym, którzy cenili sobie brutalność poprzednich tomów, ale myślę, że przypadnie do gustu tym, którzy wiedzą jaka jest naturalna kolej rzeczy i zdają sobie sprawę, że nikt nie może być wiecznie roszczeniowym chłopcem. Nawet tacy chłopcy jak Slaterowie.

Twój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *